Wyszli po angielsku
Jakos moje przybycie nie wzbudzilo większych emocji. Każdy robil swoje i miał mnie daleko gdzieś. "No dobra" - pomyślalam niezrażona tym "cieplym" przyjęciem. - "Trzeba brac się do roboty. Pisać podprowadzki, nagrywac audycje, dzialać, działac, działać... Hmm, ale jak mam dzialać, skoro wszystkie komputery są zajete? Malo tego, wszytkie krzesla sa zajęte. No wiecie co. Jak wczoraj chcialam odstąpić komus moje siedzisko, to nie było chetnych. Dzisiaj za to wszyscy się rzucili i ja musze teraz podpierać ścianę. W tym czasie mogłabym zrobić tyle rzeczy, a juz zbawic świat to co najmniej ze dwa razy. No ale jak to zrobić, kiedy się nie ma na czym siedzieć?" Zrezygnowana dorwalam jakąs gazetę i pogrązyłam się w lekturze. Ani się obejrzałam, a w pokoju zrobiło sie pusto. "Gdzie u licha oni wszysy się podziali? Pewnie nagrywaja swoje programy. He, nic mi nie powiedzieli, bo boja sie konkurencji. Ale nie uciekna i tak ich dorwę." Rozejrzalam się w koło i dostrzegłam przez szybę, ze ostatni pokój w redakcji jest pełny ludzi. Zebranie sie zaczelo, tylko nikt mi o tym nie powiedział. To byla podpucha. Chcieli sprawdzic moja czujność. Następnym razem, tak latwo sie nie dam.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna