ngorongoro myląca nazwa

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Językowe dylematy

- Widzisz! Takie są skutki bratania się z konkurencją. - powiedziała z wyrzutem Dagma, próbując usprawiedliwić swoje niepowodzenie, albo raczej obwinić za nie kogoś innego, po czym pognała w kierunku auli uniwersyteckiej.
Zauważyłam, że od kiedy zaczęłam jeździć na wspólne nagrania z nadpobudliwą koleżanką po fachu, mój język zaczął się zachowywać jak gwiazda filmowa przechadzająca się po czerwonym dywanie. Stale chciał być na wierzchu i non stop wystawał na zewnątrz buzi tak, żeby go wszyscy dokładnie widzieli. Zachowywał się tak w sytuacjach, kiedy miałyśmy niewiele czasu i urchamiałyśymy w nogach piąty bieg, żeby zdążyć na czas z nagraniem. A że niemal zawsze czasu nam brakowało, toteż jęzor non stop dydndał na wierzchu obijając się o brodę, którą przy tym obficie ślinił sprawiając, że moja twarz często przypominała mordę wściekłego buldoga szykującego się do ataku. Czasem zęby chamowały nieco zapędy jęzora i przygryzając go w trakie większych podskoków zmuszały niesforny organ do ponownego schowania się w głąb paszczy. Niestety nie na długo, bo po chwili znów wyłaził oznajmiając wszystkim, że to on jest tutaj gwiazdą.
Często widziałam zniesmaczone spojrzenia mijanych po drodze ludzi, którzy postrzegali mnie jako pałającą żądzą zemsty skrzywdzoną narzeczoną, która biegnie ukarać swojego oprawcę, tocząc przy tym hektolitry piany z ust. Nie miałam jednak czasu się tym przejmować gdyż byłam zbyt zafrapowana próbą dogonienia uciekającej koleżanki.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna