Siła persfazji
No i klops. Okazało się, że nie ma wolnego auta. Kiedy oni je pozabierali? Przecież zebranie dopiero co się skończyło.
- Panie kochanieńki na pewno nic się dla nas nie znajdzie? - Dagma próbowała przekonać strażnika do wykopanie nowego samochodu spod ziemi.
- Panda Rakowskiej gdzieś pojechała. Jest tylko matiz Federowicza. - wyjaśnił ochroniarz.
- Dobra, bierzemy matiza. - wykrzyknęłam uradowana. W tym momencie wszystko zamarło. W przenikającej hall ciszy można było usłyszeć tupanie muchy na suficie. Strażnik patrzył na mnie jak na uciekinierkę z zakładu dla obłąkanych, a Dagma ciskała z oczu pioruny w moim kierunku.
- Czyś ty oszalała?! - wykrzyknęła ciągnąc mnie za rękaw w kierunku redakcji informacji. - Zapamiętaj sobie: jak reporterzy zgarną samochody przed tobą, masz jeszcze jedno wyjście, możesz próbować pożyczyć samochód z kulturówki. To służbowe auto Rakowskiej. Całkiem fajna babka i nie robi na ogół problemu, chyba że akurat ktoś z redakcji kultury jest w potrzebie. Ale oni rzadko jeżdżą rano, bo obskakują najczęściej wieczorne imprezy. - tłumaczyła poruszając się jednocześnie czymś na kształt marszo-biegu. - Jeśli jednak się okaże, że kulturalni gdzieś pojechali, a tobie się bardzo spieszy i nie masz czasu na autobus, to masz jeszcze jedną możliwość - pojechanie własnym autem.
- Ale ja nie mam swojego samochodu.- wysapałam "marszobiegnąc" po schodach.
- Ja też nie, a nawet gdyby, to nie mam zamiaru go używać do celów służbowych. Raz tylko pożyczałam od kumpla jego rzęcha jak musiałam pojechać na zamiejscowe nagranie. Wtedy to moje początki były. Wiesz, naiwność żółtodzioba. - oznajmiła z mentorską miną.
- Znalazła się doświadczona dziennikarka z prawie dwumiesięcznym stażem. - pomyślałam z przekąsem. Na głos zaś dodałam - No to co w takim razie trzeba wtedy zrobić?
- No wiesz. Pozostaje jeszcze taksówka. - odparła i wparowując do jednego z pomieszczeń stanęła nad głową redaktora Kwietniewskiego czyli zastępcy siedzącego aktualnie na zwolnieniu lekarskim mojego opiekuna, a jednocześnie kierownika tego przybytku.
- Nie mamy czym pojechać na nagranie. - bez ceregieli zakomunikowała.
- I co teraz? - żółwim głosem zapytał Kwietniewski obracając się powoli na krześle w naszym kierunku.
- Jak to co? Potrzebna nam taksówka. - ciągnęła moja redakcyjna koleżanka.
- No to łapcie ją - zachichotał.
- Ale przecież nie będziemy płacić z własnej kieszeni - odparła oburzona.
- O kolego! - wykrzyknął Kwietniewski na widok wchodzącego do pokoju redakcyjnego młodszego Romka machającego kluczykami do pandy. - Gdzie ty teraz jedziesz?
- Eee, no nagranie mam - odparł.
- Gdzieś w okolicach uniwersytetu może? - zapytał wice-kierownik.
- Właściwie parę ulic wcześniej. A co? - popatrzył zdziwiony.
- No to się świetnie składa. Będziesz miał dwie pasażerki. Dziewczyny, jedziecie z Romkiem. Podrzucisz je na uniwerek - zadecydował.
- A czym niby wrócimy? - Dagma nie czuła się usatysfakcjonowana takim rozwiązaniem.- Mamy to nagrać na 12. Nie wyrobimy się autobusem.
- Dziewczyny, ja z wami oszaleję. Macie karnety na taksówkę. Tylko mi już nie marudźcie - odrzekł wyraźnie zniecierpliwiony Kwietniewski.
- Dzięki szefie. - zanim się obejrzałam Dagma z Romkiem byli już w połowie schodów.
- Jak tak dalej pójdzie, to najdalej za miesiąc dostanę zawału - moje myśli sapały razem ze mną, kiedy wypluwając płuca próbowałam ich dogonić.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna