Służba nie drużba
Puk, puk. Czekam. Nic. Puk puk. Chyba mnie nie słyszą. Trudno, skoro nikt mnie nie zaprasza, sama się wproszę.
"Dzień dobry! Czy tu odbywa się spotkanie literatów?" - zapytałam starając się przkrzyczeć gwar. Naraz zapadła cisza i oczy wszystkich biesiadujących zwróciły się w moja stronę. Dopiero wtedy dosztrzegłam, jak idiotyczna była to sytuacja. Przeciez ja nawet nie wiedzialam, czy to sa literaci, a jeśli tak to czy poeci, pisarze, czy tez inny czort. Tak czy siak to co się tu działo w zadnym stopniu nie przypominało wieczorku poetycko-literackiego. Rzekłabym, ze bardziej wyglądało na najzwyklejsza w świecie bibkę. Stoły suto zastawione jedzeniem i alkoholoem, a przy nich elegancko ubrani ludzie w szampańskich nastrojach. Nie dostrzeglam, zeby ktos ze zgromadzonych czytał pezje. No chyba, ze tomiki mieli pochowane pod stołami i kontem oka zerkali na zawartość.
Kiedy pierwsze zdumienie na widok mojej osoby minęło, "chybaliteraci" wybuchnęli gromkim śmiechem.
"Spotkanie literatów powiada pani?" - zapytał siedzący najbliżej drzwi męzczyzna gestem zapraszając mnie do srodka. "No mozna to i tak nazwac. Bo widzi pani my tu mamy dzisiaj jubileusz" - ciągnął dalej, usadzając mnie na krześle. "i w najlepsze się bawimy z tej okazji."
"A z jakiego radia pani jest?" - zapytała jedna z literatek i nie byla nia mała szklaneczka przeznaczona do picia wódki, chciaż na stole mozna bylo sie kilku takich dopatrzyc.
Nieco wystarszona grzecznie jej odpowiedziałam zalując, ze przed wejsciem do tego przybytku rozpusty sama sobie czegos nie golenlam dla kurazu.
"A to pewnie zna pani Alinę Masłowską?" - kontynuowała moja rozmowczyni.
"Właściwie to ja tam znam niwiele osób, bo dopiero zaczynam. Jestem na stazu." - odparłam czując, ze gula w moim gardle coraz bardziej sie powieksza.
"Nie meczmy juz pani." - powiedzial ten sam człowiek, ktory zaprosił mnie do srodka. "Proszę, tu jest torcik. Niech sie pani poczęstuje. Kieliszeczek dla pani redaktor poproszę. Napije sie pani szampana za zdrowie jubilata prawda?"
"Który to ten jubilat?" - myślałam zatrwoażona. "Żeby chociaz siedział na honorowym krześle, a tu wszytskie miejsca takie same. A miałam tylko nagrać przemówienie. W co oni mnie wpakowali?"
Na głos zaś wydukałam -"Tort chętnie zjem, ale za szampana dziękuję. Jestem na slużbie."
Na służbie??? Co za baran ze mnie!!! Zabrzmiało jakbym przyszła kogoś aresztować. - "Poza tym muszę wracać do redakcji." - dodałam.
"Hahaha" - zabrzmiał tubalny głos mojego "opiekuna". - "Ale chyba wcześniej porozmawia pani z jubilatem? Oto on". - i ręką wskazał na siedzącego doklanie na przeciwko mnie starszego, siwego pana. No tak najciemniej pod latarnią. Po wszystkich tu zgromadzonych spodziewalabym się, ze maja jubileusz, tylko nie po nim. Był najcichszą osobą na tym spotkaniu. Ale przynajmniej dowiedzialam się który to. Uff. Co za ulga. Jeszcze tylko trzeba było go o coś zapytać. Tylko o co?

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna