ngorongoro myląca nazwa

czwartek, 15 stycznia 2009

Kochajcie zwierzaki

No i wreszcie doczekałam się pierwszego, samodzielnego materiału. Tego dnia nabiegałyśmy się z Dagmą jak głupie za rektorem jednej uczelni, który za nic nie chcial rozmawiać. "Dziennikarze są jak pieski" - powtarzała mi zawsze moja babcia. I maiała rację. Biegasz za kimś, zeby ci poświęcił chwilę uwagi, a on się tylko odgania i gdyby bicie zwierząt nie bylo karalne, wykopalby cię na księżyc. Rektor to szczwana bestia. Skutecznie udało mu się przed nami uciec, ale resztki ludzkich uczuć nakazały mu przysłać do nas panią kanclerz, która z anielską cieprpliwością odpowiadała na nasze nie do końca przemyślane pytania. Właściwie te nieprzemyślane padały z moich ust, bo za wszelka cenę pragnęłam zachować się jak rasowa dziennikarka i zpytać o cos rozmowcę. Tylko, ze to coś nie zawsze mialo związek z tematem, no ale bez pytań nie ma odpowiedzi. Tego zdążyłam się już nauczyć przez te kilka dni.
Kiedy wreszcie udalo nam się nagrać więcej niz co nie co, bo po drodze dorwalyśmy jeszcze paru zestresowanych studentów, którzy w obawie przed zagadaniem przez dwie nadmiernie ambitne dziewuchy zwięźle acz treściwie odpowiadali na temat szans świezo upieczonego absolwenta na rynku pracy. Odpowiedzi były pełne optymizmu i wiary w lepsze jutro. Marzyciele.
Z zapełnioną pamięcią sprzętu nagrywającego wróciłyśmy do redakcji na montowanie. Pierwsza zasada reportera: "Nagrywaj tyle, żebyś nie musiał potem siedzieć pół dnia i z ponad godzinnej gadaniny wybierać czterdziestosekundowego dźwięku, który w doadatku ma ręce i nogi". Gdybym tylko wtedy o tym wiedziała...
Tego dnia czas mojej pracy został wydłużony, jak krówka ciągutka i kiedy wreszcie uporałyśmy się ze wszystkim, jedyna rzeczą o jakiej marzyłam było zawinięcie się do domu.
"Chce ci się przebiec na miasto? - zapytała jedna z dziennikarek, która akurat była wydawcą.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna