Szlachetne
Przez kilka następnych dni stałyśmy się z Dagmą i mydelniczką nierozłączne. Jeździłyśmy na inauguracje roku akademickiego na różnych uczelniach, sprawdzałyśmy dziury w miejskich chodnikach, odwiedzałyśmy wystawy lokalnych twórców. Jednym słowem szukałyśmy sensacji gdzie się da. Dorobiłyśmy się miana "panie koleżanki" i bardzo nam to nie odpowiadało. Pora była zacząć działać na własną rękę.
"Jutro spóźnię się na zebranie i będę udawać, że mnie nie ma. Wtedy dadzą materiał tobie i wreszcie zrobimy cos osobno." - oznajmiła Dagma któregoś dnia. "Nie to, zebym miała coś przeciwko tobie, bo fajnie jest mieć do kogo gębę otworzyć w czasie zbierania materiałów, ale czas skończyć z robieniem z nas sióstr syjamskich."
Przystałam na to z ochotą. Następnego dnia spóźniłyśmy się obydwie. Coś mi się pomyliło i zrozumiałam, że to ja mam być tą spóźnialską. Obydwu nam się oberwało. Za spóźnienie rzecz jasna. Dostałyśmy tez kolejny wspólny materiał do zrobienia. Relację, z konferencji naukowej na temat twórczości Awangardy Krakowskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Sroga to kara za przyjście parę minut później. Już samo przeczytanie tytułu konferencji przyprawiało mnie o mdłości, a co dopiero wysłuchanie wystąpień mądrych profesorów.
Nie bylo rady, poszlyśmy. Pocieszałam się powtarzając w pamięci starą maksymę, że "cierpienie uszlachetnia". Tego dnia byłam najszlachetniejszą osoba w całej redakcji.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna