ngorongoro myląca nazwa

środa, 6 lipca 2011

Instrukcja obsługi studenta

- Ciężka choroba! - zagrzmiała Dagma odsłuchując nagrane przed chwilą wypowiedzi żaków. Znowu gadają same oklepane frazesy. Zero pomysłowości. Gdyby tak dorwać kogoś kto trafił na studia przez przypadek, bo się na przykład założył z kolegą. Albo chociaż jakiegoś wiecznego studenta. To byłoby coś.
- Przepraszam - cieniutki dziewczęcy głosik przerwał jej rozważania. Przed nami stała bardzo wystraszona pierwszoroczniaczka. - Może panie będą wiedziały jak mam dostać się na aulę?
Popatrzyłyśmy z Dagmą na siebie nie rozumiejąc o co jej chodzi. Drzwi do auli były otwarte na oścież i chociaż uroczystość już się zaczęła, to jednak ludzie swobodnie wchodzili i wychodzili, nie bacząc na nudne przemówienia.
- Widzisz te drzwi na wprost? - zapytałam, jakby dziewczyna miała wadę wzroku co najmniej minus siedem dioptrii. Dziewczyna chyba jednak widziała wyraźnie, bo przytaknęła skinieniem głowy. - To podejdź do nich i po prostu wejdź do środka. Są otwarte. - wyjaśniłam, żeby rozwiać wszelkie wątpliwości.
- Widzę, że są otwarte, ale jak tam wejść? - rzekło dziewczę.
Co za niekumata istota. Nie wiem jakim cudem dostała się na studia? Żeby nie mieć nawet tak elementarnej wiedzy jaką jest wchodzenie drzwiami do pomieszczeń. Skandal. Chociaż z drugiej strony, ponoć spora część genialnych naukowców była totalnie nieprzystosowana do normalnego życia. Może to jakiś przyszły "piękny umysł"? Skoro tak, to trzeba jej to wyjaśnić w sposób naukowy. - pomyślałam i zabrałam się do dzieła.
- Żeby dostać się do auli musisz użyć w tym celu swoich nóg, czyli obydwu dolnych kończyn. Pierwszą czynnością jest nakierowanie ich za pomocą informacji powstałych w mózgu i przekazanych nerwami do dolnej partii ciała czyli nóg. I tak przez uda, mijając kolana, łydki i stopy aż do koniuszków dużych palców.
Kiedy twoje kończyny będą już wiedziały w którą stronę mają się udać, dostosuj do nich resztę ciała. Chodzi o to, żeby tułów był nieposkręcany czyli głowa, szyja, ramiona, talia i nogi muszą być w tym samym ustawieniu, skierowane w tą samą stronę. Jeśli już twoje szare komórki znajdą odpowiedni kierunek startu ciała czyli nakierują je na drzwi auli, musisz wprawić dolne kończyny w ruch. W tym celu użyj nerwów uruchomionych za pomocą mózgu.
Teraz możesz zaczynać.
Noga za nogą kieruj ciało na aulę. Żeby dostać się do wejścia to znaczy przezroczystego otworu otoczonego pomalowanymi na biało, drewnianymi połączonymi za pomocą gwoździ, zawiasów i futryn deskami, w języku fachowców nazywanymi drzwiami, musisz przejść kilka kroków stawiając naprzemiennie jedną kończynę przed drugą robiąc między nimi niewielki odstęp.
Gwoli wyjaśnienia krok, jest stosowaną od starożytności, pozaukładową jednostką miary długości. Obliczysz go licząc odległość między śladami jednej stopy.
Po dokonaniu tej czynności znajdziesz się przy drzwiach.
Aby dostać się do środka auli stawiaj nogi w taki sam sposób jak poprzednio, z tą tylko różnicą, że musisz je unieść nieco wyżej, żeby przekroczyć znajdujący się na dole próg oddzielający podłogę hallu od podłogi auli. Wtedy znajdziesz się w środku. Możesz kontynuować tą czynność unosząc nogi jeszcze wyżej. Pozwoli ci to wejść po wystających stopniach zwanych schodami, biegnących równolegle po obu stronach auli i oddzielających od siebie trzy sektory siedzeń.
Jeśli uznasz, że wspięłaś się odpowiednio wysoko zatrzymaj kończyny, rozejrzyj się i namierz obiekt, fachowo nazywany krzesłem, na którym chcesz usiąść. Robiąc nieco mniejsze kroki pomału przesuń ciało w jego kierunku. Będzie to nieco trudniejsze niż normalne chodzenie, bo ograniczać cię będą po bokach równoległe rzędy siedzeń a niekiedy czyjeś kolana wystające ponad krzesła. Jeśli już uda ci się stanąć przy namierzonym obiekcie, obróć swój tułów w ten sposób, żeby zadnia część była ustawiona "twarzą w twarz" do krzesła, po czym ugnij kolana i nakieruj zad na siedzenie a następnie tą właśnie częścią przylgnij do niego, plecami zaś przywrzyj do oparcia.
Na koniec rozluźnij się i w tej pozycji wysłuchaj przemówienia rektora bijąc od czasu do czasu brawo przy użyciu dłoni. - po skończeniu wywodu spojrzałam na studentkę i stojącą obok Dagmę. Obie miały oczy wielkie jak brzoskwinie i buzie otwarte na oścież, jakby chciały nimi łapać muchy. Moja radiowa koleżanka nie przestawała do tego kręcić głową i powtarzać szeptem "Nie wierzę, ja po prostu w to nie wierzę". Studentka zaś jeszcze cieńszym głosikiem powiedziała, że ona wszystko rozumie, ale chciała się tylko dowiedzieć, czy jeśli nie ma indeksu ani legitymacji studenckiej (no bo niby jak ma mieć, skoro to jej pierwszy dzień), to czy wpuszczą ją na aulę.
- Wpuszczą wpuszczą. - powiedziała Dagma. - Nie ma obowiązku chodzenia na wykłady z dokumentami. Możesz wejść nawet bez dowodu osobistego. - wyjaśniła moja redakcyjna koleżanka.
Dziewczyna podziękowała dygając w starym stylu po czym oddaliła się w ekspresowym tempie.
- No wiesz. Głupota ludzka nie zna granic. - powiedziałam oburzona.
- Oj nie zna. - zawtórowała Dagma.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna