Po co komu minister?
- Ty patrz! To jest chyba minister szkolnictwa. - szturchnęłam Dagmę w ramię, kiedy ochłonęłyśmy nieco po udzielonej przeze mnie szczegółowej informacji dotyczącej wejścia na aulę.
- No, to chyba ona. - potwierdziła beznamiętnym głosem.
- To dawaj minidiska. - ponagliłam, myśląc, że ta jej spóźniona reakcja jest wynikiem szoku wywołanego spotkaniem z nierozgarnietą studentką.
- Ale po co? - zapytała, a ja zaczęłam podejrzewać, że w murach tej uczelni używanie szarych komórek jest wyłączane przez jakiś system. Może chodzi o to, żeby niewidzialną gumką wytrzeć studentowi wszystko, co zgromadził do tej pory w swojej łepetynie, po to żeby nie miał śmietnika w mózgu i mógł bez zakłóceń przyswajać nową wiedzę. Tabula rasa czy coś w tym stylu. Ciekawe, czy to działa także po wyjściu z budynku? Jeśli tak, to trzeba myśleć o ewakuacji, żeby i mnie nie dorwało. Ale najpierw wywiad z panią minister. Taka gratka nie zdarza się często.
- Dawaj ten mikrofon. - powtórzyłam zniecierpliwiona lecz kiedy po niego sięgnęłam, Dagma odepchnęła mnie ruchem dziecka, któremu zła koleżanka z piaskownicy chce odebrać ulubione wiaderko.
- Oszalałaś? Nie będziemy jej grały. Przecież to wapniara i nic ciekawego się od niej nie dowiemy. - rzekła oburzona. - Z resztą musimy wracać do radia, bo mamy mało czasu na obrobienie dźwięku. Dzwoń po taksówkę. Trzeba wykorzystać te karnety, które nam rano dał Kwietniewski.
Nie byłam w stanie przeciwstawić się jej władczemu tonowi (z resztą nie po raz pierwszy), więc jak potulny spaniel spuściłam głowę w dół i sięgnęłam po telefon.
Rektora diabli wzięli, minister też i nawet na arcybiskupa się połasili. Wracamy z lichą panią kanclerz i kilkoma studentami.

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna