ngorongoro myląca nazwa

czwartek, 22 września 2011

Szeptem do mnie mów

Biegi przełajowe, slalom gigant, skoki narciarskie, rajd Paryż-Dakar. To wszystko pikuś w porównaniu ze sportami ekstremalnymi, które uprawia się w radiu. Trzeba mieć nie lada kondycję, żeby dotrzeć na czas z materiałem. Tak było i tym razem. Kierowca, który nas wiózł przemknął przez miasto niczym taksówkarz Daniel z kultowego filmu "Taxi". Radary policyjne nie zdążyły go wyłapać. Ale dla Dagmy to i tak było zbyt wolno i podczas jazdy krzyczała, żeby nie zatrzymywał się na zielonym tylko pruł przed siebie nie zważając na przechodniów.
- Po ludziach! - wrzeszczała, a ja gorączkowo szukałam czegoś, żeby zakneblować jej usta.
Całe szczęście dojechaliśmy do radia bez większych strat w ludziach. Ucierpiały jedynie moje nerwy, słuch kierowcy i zdarte jak stara zelówka gardło Dagmy. Miałam nawet cichą nadzieję, że koleżanka zaniemówi na jakiś czas i dzięki temu będę miała trochę spokoju. Moje życzenie niestety nie zostało spełnione, bo jej młody, zdrowy organizm był wstanie znieść o wiele więcej.
Porzuciwszy na chwile dzikie okrzyki, wyskoczyła z taksówki i nie czekając aż zostawię kierowcy kupony na przejazd, susami kangura wbiegła do budynku.
- A niech leci. - pomyślałam. Miałam już jej serdecznie dosyć, a moje uszy potrzebowały kilku chwil ciszy, dlatego nie spiesząc się ruszyłam w kierunku wejścia.
- No chooodź! - kilkaset decybeli zaatakowało mój słuch. W drzwiach stała Dagma i z miną nie znoszącą sprzeciwu wołała mnie do środka.
- No idę, idę - odrzekłam z entuzjazmem ekspedientki w sklepie mięsnym za komuny.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna