Żona Lucyfera
- Wysiadka dziewczyny - ryknął Romek, a my wyskoczyłyśmy z pędzącego samochodu niczym dwa Keanu Reevesy w filmie "Speed - niebezpieczna prędkość", wprost pod drzwi uniwersytetu. Otrzepawszy się z kurzu, poprawiając w biegu fryzury wtoczyłyśmy się frontowymi drzwiami na hall, na środku którego stał uginający się pod różnorakimi ciastami, sałatkami i kanapeczkami stół.
- Fiu fiu, no to sobie żacy dogadzają - pomyślałam i już miałam sięgnąć po jedną z przypominających małe dzieła sztuki przekąsek, kiedy Dagma syknęła:
- Ta stara prukwa z kulturówki zdążyła przybyć tu przed nami. Po kiego grzyba tu przylazła?
- Jaka znowu prukwa? - zapytałam zdumiona
- Dzień dobry dziewczynki - przed nami stała starsza siwa pani patrząc na nas dobrotliwym wzrokiem kochanej cioci.
- Ty to się dopiero potrafisz odezwać w "dogodnym" momencie. - ton głosu Dagmy przeszył całe moje ciało, tak, że miałam wrażenie jakbym dostała paraliżu. - Właśnie ta stara prukwa. - po czym przykleiwszy na twarz uśmiech "najmilszej siostrzenicy, która za chwilę zabierze cioci całą emeryturę" słodziutkim głosikiem powiedziała:
- Dzień dobry!
- A co wy tu robicie? - zapytała zaskoczona "ciocia".
- Mamy nagranie dla informacji. - odrzekłam dumnie.
- Ciiicho. - Dagma syczała dzisiaj na mnie jak wąż boa spotkany na środku drogi. Jeszcze trochę i będę mogła zostać tłumaczką języka węży.
- Co znowu? - wycedziłam przez zęby.
- Podstawowa zasada: nie zdradzaj wrogowi swoich planów. - odsyczała.
- Jakiemu wrogowi? Przecież to miła starsza pani. - zaprotestowałam i odwróciłam wzrok w kierunku sympatycznej "cioci", która w jednej chwili zamieniła się w żonę Lucyfera. Oczy zaczęły jej świecić jak dwa nagrobne znicze z czerwonego szkła, a szelmowski uśmiech odsłonił zęby, które (dałabym sobie głowę uciąć) wyglądały jak kły dobermana. Prawa noga zaczęła jej chodzić jak u byka, który zaraz rzuci się na torreadora. I chyba nawet dostrzegłam pył wydobywający się spod "racicy".
Przecierając ze zdumienia oczy zaczęłam się zastanawiać co spowodowało tą nagłą zmianę w wyglądzie. Rozejrzałam się w koło i już wszystko było jasne. Na horyzoncie pojawił się rektor. Trzeba go było zdybać do nagrania. Kto pierwszy ten lepszy.
Otworzyłam usta, żeby powiedzieć o tym Dagmie lecz moja towarzyska dawno już była przygotowana. Wyglądała jak gepard, który czai się na zwierzynę. Wcześniej jednak musi pozbyć się konkurencji.
