Słowiczych treli ciąg dalszy
- Co to ma być? - wskazał ręką na ekran komputera do obróbki dźwięku. - Ja się pytam co to ma być?! - powtórzył.
- Materiał z inauguracji roku akademickiego. - wyszeptała niepewnie Dagma.
- To jest materiał?! To jakieś pomyje a nie materiał. - wrzasnął. - Gdzie jest minister?
- Aktualnie pewnie na uczelni. - odpowiedziałam zadowolona z wiedzy jaką posiadam na temat miejsca pobytu przedstawicielki rządu.
- I pewnie popija kawkę z rektorem, co?! - odparł redaktor Słowik.
- Eee, pewnie jeszcze nie, bo trwają właśnie uroczystości na auli. Ale potem to kto wie. - wyjaśniłam z miną eksperta.
- Ach tak. - wysyczał wściekle niedoszły tybetański mnich. - A wiecie gdzie powinna być właśnie szanowna pani minister z jaśnie wielmożnym rektorem? - zapytał zajadle.
- No chyba tam gdzie są teraz? - próbowałam zgadywać.
- Nieee! Aktualnie powinni siedzieć w tym komputerze i wypowiadać się na temat planów uczelni na nadchodzący rok akademicki! I wiecie co? - ciągnął nasz przełożony. - Wcale nie słyszę ich wypowiedzi w waszym materiale. Zamiast tego mam jakąś kanclerz i kilka durnych wypowiedzi studentów. To ma być materiał? To się w ogóle do niczego nie nadaje.
- Ale myśmy próbowały dorwać, ekhem to znaczy nagrać rozmowę z rektorem, ale nam zwiał. A panią minister jakoś tak nie zainteresowałyśmy się specjalnie. Jakaś taka mało reprezentatywna się nam wydała. Kiepska fryzura i w ogóle...- próbowałam wyjaśnieniami ratować sytuację.
- Aaa, fryzura nie taka. W radiu to bardzo istotna rzecz. Jakoś Papużyńskiej z redakcji kulturalnej kiepska fryzura nie przeszkadzała nagrać sporej wypowiedzi z panią minister. - wyjaśnił nerwowy wydawca, a my nie mogłyśmy uwierzyć, ze Lucyferzycy udało się zdobyć ten materiał.
- A rektora też nagrała? - wypaliła Dagma.
- A rektora też nagrała? - spapugował cienkim głosikiem Słowik. - Jasne, że nagrała!
- Nieee! - wykrzyknęłyśmy chórem, nie mogąc uwierzyć, że nasze wysiłki poszły na marne i cały wyścig do rektorskich drzwi nie miał najmniejszego sensu.
- I co teraz? - zapytałam załamana.
- No co, no co. Dzwonię do kulturówki i będę się płaszczył przed Papużyńską, żeby zgodziła się zrobić dźwięk do dziennika. I dodam, że to jest dla mnie bardzo niekomfortowa sytuacja. Zapłacicie mi za to. - obwieścił złowieszczo. - A te wasze wypociny to sobie możecie z powrotem zabrać i żebym was więcej dzisiaj nie widział. Zejdźcie mi z oczu i to już.
- Ok, ok. My też nie mamy ochoty dzisiaj pana oglądać. - pomyślałam wkurzona. Co to za słowik co kracze jak wrona?

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]
<< Strona główna